Dom Jakuba Boehme
ul.Daszyńskiego 12
59-900 Zgorzelec
tel: +48 75 7754616
Ernst Heinz Lemper
Wykład wygłoszony na konferencji zorganizowanej w ramach Roku Boehmowskiego w zgorzeleckim Domu Kultury przez Miejską Bibliotekę w Zgorzelcu.
Międzynarodowe Obchody Rocznic Jakuba Boehme, Zgorzelec/Goerlitz 1999/2000 ZNACZENIE FILOZOFII JAKUBA BOEHMEGO W NAUCE I KULTURZE, Zgorzelec, 27-28 październik 1999
Dwudziestego czwartego kwietnia 1599 r. uczony rajca Bartłomiej Scultetus wpisuje na zgorzeleckią listę mieszczan: "Jakub Behmer z Alt-Seydenberg [dzisiaj: Stary Zawidów], szewc, otrzymał prawa mieszczanina pokazawszy swoje świadectwo urodzenia i list wolny... dedit (zapłacił) 4 kopy". Świadectwo urodzenia potwierdzało narodzenie z prawego łoża na gospodarstwie jego ojca, list wolny mówił zaś, że jego posiadacz jest wolnym człowiekiem.
Z pierwszego dzieła Boehmego, "Jutrzenka o poranku", po łacinie "Aurora" - dowiadujemy się poprzez dane o wieku jego autora, że urodził się w roku 1575. Kiedy otrzymał prawa mistrzowskie, nie wiadomo. Należy przypuszczać, że nastąpiło to najpóźniej na św. Walpurgię - to znaczy 1 maja 1599.
Także 24 kwietnia nabył jeden z kramów szewskich przy Dolnym Rynku, od szwagra swojej przyszłej teściowej, za 240 marek zgorzeleckich. Zgodnie z obowiązkiem mieszczańskim musiał się w ciągu pół roku ożenić i wykazać posiadanie domu. Wesele z Katarzyną Kuntschmann, córką mistrza z cechu rzeźników, odbyło się 10 maja 1599 r. Trzydziestego pierwszego sierpnia Jakub Boehme zakupił swój pierwszy dom w "Neustadtel" (Nowym Miasteczku), na Rabengasse na Nyskim Przedmieściu za 300 marek. Zapłacił połowę ceny, resztę na raty. Chodzi o znany dom na wschodnim brzegu Nysy, na którym w 1924 r. umieszczono tablicę pamiątkową i który ostatnio otworzony został jako dom spotkań literackich.
Wyliczone zostało, że za prawa miejskie, ławę szewską, dom i warsztat Boehme zapłacić musiał ok. 600 marek zgorzeleckich.. To sytuuje go w grupie ludzi średnio zamożnych.
Od wspomnianego już uczonego Bartłomieja Scultetusa, pełniącego od 1592 r. funkcję burmistrza na zmianę w czteroletnim cyklu, wiemy że 19 sierpnia 1599 roku legnicki lekarz i alchemik Baltazar Walther, późniejszy propagator Jakuba Boehme, przebywał w Zgorzelcu, w odwiedzinach u Scultetusa. Boehme mógł go wówczas poznać. Walther nadał mu zaszczytne miano "Philosophus Teutonicus" - filozof niemiecki. Tak nazywano niemieckich mistyków średniowiecza. Z własnych informacji Boehmego wiemy, że ok. r. 1600 następował w nim przełom poznawczy.
Udokumentowane od 1599 r. wydarzenia każą zakładać, że Boehme był już dobrze obeznany ze stosunkami panującymi w Zgorzelcu. Według świadectwa śmierci i ustaleń jego przyjaciół, lekarza Tobiasza Kobera i poety Abrahama von Frankenberga, jego pierwszego biografa, Jakub Boehme miał po okresie swojej wędrówki czeladniczej osiedlić się w Zgorzelcu w roku 1594, jednak - wbrew poprzednio przytaczanym źródłom - nie jako mistrz i narzeczony. Miał szczęście znaleźć w Zgorzelcu otwarte życie intelektualne, które w wymiarze religijnym okazało się niezwykle tolerancyjne, mianowicie dzię ki zasługom zmarłego w 1606 r. proboszcza Marcina Mollera. Po śmierci tegoż, górę wzięła jednak w Zgorzelcu nietolerancyjna ortodoksja luterańska, która stopniowo zdławiła wolnomyślicielskie tendencje.
Życie mieszczanina Jakuba Boehme do r. 1613 przebiegało spokojnie, w domowym zaciszu. Przynależał do parafii głównej św. Piotra i Pawła, a tym samym do słuchaczy kazań Marcina Mollera, który w r. 1602 popadł w konflikt z dziekanem fakultetu teologicznego w Wittenberdze i skrytykowany został jako kryptokalwinista.
W latach 1600, 1602 i 1603 urodzili się w domu Boehmego trzej pierwsi synowie: Jakub, Michał i Tobiasz. Mistrz musiał pilnie starać się o zapewnienie bytu swojej rosnącej rodzinie. Zgodził się garbować skórę nie tylko na swoje własne potrzeby, ale także dla innych szewców, za co został oskarżony przez cech garbarzy i obłożony grzywną.
Dziewiętnastego listopada 1605 czuje się Boehme zmuszony zaciągnąć kredyt w wysokości 36 marek. Szesnastego czerwca zmarła jego matka. Ojciec uregulował sprawy spadkowe, jako że zamierzał wstąpić w związek małżeński. Dopiero w 1608 r. Boehme otrzymał spadek po matce. W tym samym roku jego synowie Jakub i Michał pojawiają się jako uczestnicy święta szkolnego na św. Grzegorza. Jego syn Tobiasz jest w latach 1609-1613 uczniem czterech niższych klas zgorzeleckiego gimnazjum, urządzonego jako szkoła mieszczańska.
Niewątpliwie zmartwienia finansowe sprawiły, że Boehme sprzedał z zyskiem swój dopiero co spłacony dom, pozostając w nim jednak jako mieszkaniec do czasu, aż nabył w r. 1610 za 375 marek posesję z dwoma domami położoną "między bramami" przy wschodnim krańcu mostu na Nysie. Podczas budowy nowego mostu w r. 1906 oba domy zostały zburzone, po wielokrotnej przebudowie.
Mniejszy z domow znalazł swego nabywcę w r. 1611. W tym samym roku urodził się w nowym domu Boehmego najmłodszy syn Eliasz. Pod koniec 1611 r. Boehme znów widzi się zmuszonym wziąć kredyt w wysokości 50 marek pod zastaw swego domu. Z dokumentów archiwum miejskiego wiemy, że płacił raty i kredyty punktualnie. Mimo to trapiły go zmartwienia o rodzinę i krewnych. W 1610 r. przejął opiekę nad swoją szwagierką Rosiną Kuntschmann. Kiedy zmarł jego brat, zatroszczył się o osieroconą córkę, co było powodem cotygodniowych odwiedzin w Starym Zawidowie.
W 1612 roku dokonał Boehme największego przełomu swego życia. Od 27 stycznia do 3 czerwca w wyniku swych dwunastoletnich rozmyślań i studiów nad "wielu wielkich mistrzów pismami" napisał swoje pierwsze dzieło, wspomnianą już "Jutrzenkę o poranku" albo "Aurorę" z podtytułem: "To jest korzeń albo źródło filozofii, astrologii i teologii z prawej przyczyny". To uniwersalne dzieło zawiera już wszystkie istotne poglądy jego późniejszych dzieł, jednak pozostało nieukończone. Bez wątpienia autor potrzebował wymienionego czasu do czystej pracy pisarskiej. Jej treść zapożyczył ze studium "Niemieckiej filozofii", z Biblii Lutra, z wydawanych od 1609 pism Walentyna Weigla, swego bezpośredniego poprzednika, z kursujących w Zgorzelcu dzieł spekulatywnych, dzieł słynnego bazylejskiego lekarza i myśliciela Paracelsusa, z wydanego w 1604 roku dzieła "O prawdziwym chrześcijaństwie" oraz z własnych notatek i szkiców.
W samym środku tej pracy myślowej Boehme sprzedał 12 maja swoją ławę szewską, kończąc tym samym prowadzenie interesów na Rynku. Doświadczenie dwóch poprzednich lat nauczyło go, że do sprzedaży butów lepiej może wykorzystać położenie swego domu, zwłaszcza dla klienteli z wielkich majątków ziemskich na wschodzie Zgorzelca. Dochodziło do tego, że razem ze swym towarzyszem cechowym Hansem Burgerem w maju 1612 w Lwówku Śląskim zaangażował się w hurtowy zakup skóry, jak dowiadujemy się z dokumentów cechowych szewców zgorzeleckich.
Boehme starał się wyzwolić z ciasnych ram cechowych i szukał w handlu zysku i wolnej ręki, aby móc się poświęcić pisarstwu teozoficznemu
Ta radykalna zmiana w życiu Boehmego wiąże się najwyraźniej z jego znajomością z zamieszkałym w pobliskim Łagowie Karolem Enderem von Sercha, którego brat posiadał w Legnicy tytuł rajcy cesarskiego. Bracia uzyskali byli majętność ziemską i tytuł szlachecki dopiero poprzez swojego ojca, który był jeszcze członkiem zgorzeleckiej rady miejskiej. Skutkiem zarządzonej przez cesarza Ferdynanda I Czeskiego akcji karnej przeciw sześciu miastom Górnych Łużyc stosunki miast z ich otoczeniem bardzo się pogorszyły. Szlachta okoliczna ciągnęła zyski z upadku miast, wiążąc miejskie niegdyś rzemiosła i prawa targowe ze swoimi posiadłościami, poprzez handel takimi surowcami jak skóra, wełna i len. Możliwe więc, że Karol Ender rozbudził w niedoświadczonym w handlu Jakubie nadzieję na zyski.
Do tych gospodarczych zainteresowań doszły duchowe: Reformacja Lutra była na Górnych Łużycach realizowana i interpretowana w najrozmaitszej formie. Każde miasto, każda gmina i każda posiadłość rycerska wprowadzała ją po swojemu. Najaktywniej działał radny legnicki Caspar, który powątpiewał w luterańską naukę o komunii i w miejsce podawanie Kominii pod postaciami ciała i krwi Chrystusa, żądał oświecenia dusz przez Boga. Ogłoszony w księstwie legnickim zakaz tej nauki i wygnanie Schwenckfelda spowodowało, że jego nauka zapadła głęboko w świadomość religijną ludu. W okresie tak rozluźnionego traktowania zasad Lutra pojawili się wiejscy kaznodzieje i baptyści na pograniczu Górnych Łużyc i Dolnego Śląska. Z Czech luteranie zostali wypędzeni, tal samo jak bracia czesko-morawscy. W Saksonii Filip Melanchton próbował po śmierci Lutra w 1546 r. uniknąć podziału protestantów dążąc do zbliżenia między luteranami a kalwinistami. Wynikł z tego "kryptokalwinizm", prześladowany przez oficjalny Kościół luterański. W założonym w 1565 r. zgorzeleckim gimnazjum, uczyli byli uczniowie Melanchtona. Całe życie duchowe w Zgorzelcu było dopasowane do poglądów Melanchtona, włączywszy w to duchownych. Pokój augsburski zezwalał książętom na samodzielne ustalanie wyznania w ich kraju, przy czym do wyboru była tylko nauka Lutra i liturgia rzymsko-katolicka, jednak nie kalwinizm. Na Górnych Łużycach brakowało takiego władcy. Dlatego cesarz w porozumieniu z papieżem postanowił w roku 1560 dla wygasłej w Saksonii jurysdykcji biskupiej na, przekazać administrację apostolską dekanowi katedry w Budziszynie, aby pozostałe jeszcze katolickie instytucje i ich dobra mogły być uratowane i by organizacja kościelna w całości pozostała pod jednolitym zarządem. To spowodowało, że dekan katedry mianował zarówno katolickich jak i protestanckich duchownych, jednak wolność religijna podskórnie działających prądów pozostała nienaruszona. Z tego powodu prześladowani religijnie z sąsiednich krajów osiedlali się na Górnych Łużycach.
Jakub Boehme poznał już był rozdarcie wyznaniowe podczas swojej wędrówki czeladniczej i doszedł do wniosku, że Kościół Chrystusowy nie może mieć takiej postaci. W miejsce etycznie uzasadnionego fundamentu pojawiły się różne dogmaty i formułki, które przeciwstawiały się jedności chrześcijaństwa.
Miasto i prowincja na Górnych Łużycach były zgodne co do tego, że chcą zachować wolność religijną, zwłaszcza szlachta, chcąca zachować swoje prawa patronackie, jako że miała do czynienia z największą niejednorodnością wśród ludności wiejskiej. Dlatego Karol Ender von Sercha był zainteresowany poglądami Boehmego.
To zainteresowanie miało jednak jeszcze inne tło: od reformacji rozeszły się wiara z wiedzą, religia z nauką. Enderowie von Sercha byli ludźmi po studiach, jak wielu wówczas spośród szlachty Górnych Łużyc i pragnęli cesarskich łask i wolności religijnej. W naukach Paracelsusa i Walentyna Weigla widzieli ci intelektualiści na gruncie alchemii i astrologii ferment jedności łączącej wiarę i naukę. Boehme zjawiał się ze swoją "Jutrzenką" w samą porę.
I tak między szewcem-filozofem Boehmem a szlachcicem Karolem Enderem von Sercha zawiązała się nić porozumienia i zaufania. Boehme pozostawił zainteresowanemu swój nieukończony manuskrypt. Karol Ender przepisał go lub kazał przepisać. W 1613 r. kursowało pomiędzy intelektualistami w szerokim kręgu już kilka odpisów. Jeden z nich dostał się w ręce głównego proboszcza zgorzeleckiego Gregora Richtera, przedstawiciela ortodoksyjnego kościoła luterańskiego, który natychmiast poskarżył się burmistrzowi Bartłomiejowi Scultetusowi, że w jego mieście niewykształcony rzemieślnik waży się rozpowszechniać pismo o treści religijnej. Buirmistrz widział się zmuszonym zawezwać owego szewca w dniu 26 lipca 1613 na ratusz i ostrzec go, aby "od takich rzeczy odstąpił". Oryginał pisma został przy tej okazji skonfiskowany.
Scultetus był wolnomyślicielem, korespondował i obcował swobodnie i niezależnie od kwestii religijnych z papieskim legatem, jezuitami, dekanem w Budziszynie, zwolennikami Paracelsusa, z nadwornym astronomem papieskim Tychem de Brache, nadwornym matematykiem Janem Keplerem - obaj byli protestantami - i z głównym rabinem Pragi. Nie miał zamiaru zaczynać sporu z Boehmem lub wnosić jego sprawy przed radę albo sąd w Zgorzelcu. Wielce niezadowolony był jednak Gregor Richter, który też dlatego parę dni później wezwał Boehmego na egzamin z wiary przed zebranym duchowieństwem Zgorzelca. Ten nie sprawił Boehmemu żadnego kłopotu, szewc musiał jednak ponieść karę kościelną. Polegała ona na tym, że zabroniono mu sporządzać pisma o treści podlegającej cenzurze kościelnej.
Do r. 1618/1619 Boehme trzymał się tego zakazu, który nie przeszkadzał mu w dalszym zajmowaniu się problemami teozoficznymi. On sam twierdził o sobie, że w owym okresie milczenia przyswoił sobie lepszy styl, co mogło się odnosić przede wszystkim do stosowania zasad gramatyki łacińskiej, jako że bez użycia łacińskich terminów żaden piszący po niemiecku autor nie mógł liczyć na to, że przeczyta go jakikolwiek uczony.
Do początku wojny trzydziestoletniej Boehme udzielał się chyba bardziej jako wędrowny kupiec, niż jako szewc w Zgorzelcu. O dużej ilości nawiązanych znajomości świadczy jego rozpoczęta w 1618 r. korespondencja z wieloma panami ze szlachty oraz z uczonymi i osobami pokrewnymi mu duchem na Dolnym Śląsku. Bez wątpienia widział się zależnym finansowo od szlachty, bo z tych kręgów przyszło wezwanie, aby kontynuował swe pisanie, ażeby "objawić swój talent".
Boehme widzi swe posłanie w dotknięciu Ducha Świętego, który prowadzi jego pióro po papierze. Szuka w tym chrześcijańskiego Boga w Trójcy jedynego, a przede wszystkim serca Boga, Jezusa Chrystusa, aby swoje "serce tam schronić". Najważniejszym tematem dla niego jest wzajemny stosunek Boga, przyrody i człowieka. Bóg według Boehmego objawia swoją działalność w ludziach i przyrodzie i da się odczuć jako wieczna wola. Tę włożył Bóg w ludzką duszę pod postacią małej iskry boskiej, aby świadomie ją realizować. Wola boża działa w dwie strony: ku wiecznej dobroci w miłości bożej, ale też - gniewie - aż ku potępieniu. Dobro o zło oddziałują na człowieka jako błogosławieństwo i kara boska. Nie ma dla Boehmego diabła jako przeciwnika Boga, chyba że człowiek sam sobie stworzy piekło na ziemi. Winna temu jest jego podatność na pokuszenia ciała i duszy. Sumienie człowieka jest murem, który determinuje jego decyzje. Ma wolą wolę, aby zadecydować, czy chce żyć cieleśnie czy duchowo. Jako przynależny do świata natury jest zmuszony do tego pierwszego, aby zachować siebie i swój gatunek, jako stworzenie boskie odczuwa tęsknotę za ponownym złączeniem się z Bogiem, aby dostać się z powrotem do raju. Wychodząc z tego założenia pisze Boehme dzieło "O trojakim życiu człowieka". Z Paracelsusem dzieli pogląd, że człowiek jest mikrokosmosem z makrokosmosu, a więc jest odbiciem całego świata, materialnie jaki ideowo. Jest zdeterminowany przez "trzy pryncypia boskiej istoty": przez przeznaczone do naturalnego cielesnego bytowania "Ja" (Ichheit), przez tęsknotę duszy za miłością bożą i harmonijne życie w świadomości zarówno jednego i drugiego. Wyznania były dla Boehmego "opinią człowieka" (Menschenmeinung). Poprzez wiecznego Chrystusa bożej jedności w Trójcy, jest Bóg w sercu każdego człowieka. "Owoż ogłaszamy nie po to, aby szturmować kościoły", jednak każdy ma ową "świątynię Chrystusa", swoje serce wnieść do wspólnoty. Tylko tak można odprawiać mszę, nie zaś przez puste słowa. We wszystkim, co się wydarzyło po Reformacji, widzi Boehme "trwożny wybór", który przygotował szatan. Tak samo jak przy Bogu w trójcy jedynym, obstawał przy Biblii, jako objawieniu słowa Bożego. Historię stworzenia interpretuje słowo w słowo, na końcu w swoim najobszerniejszym dziele "Mysterium Magnum". W swojej pracy "O nazywaniu wszelkich rzeczy" (De signatura rerum) snuje bogate w refleksje rozważanie nad językiem Boga w akcie stworzenia, słowem Boga "niech się stanie" (łac. fiat), rozkazami dla Adama i prajęzykiem tegoż.
Najlepiej można poznać Boehmego z jego listów, wśród których znajduje się wiele pism nauczających. Ostrzega ludzi przed pokusą dóbr doczesnych, a w szczególności przestrzega władców przed prowadzeniem wojen z powodu różnego pojmowania wiary. Sam, jako gałązka wielkiego dzieła bożego stara się być pomocnym swoim bliźnim, widzianym obrazowo jako sąsiednie gałązki. Państwo i społeczeństwo funkcjonują tylko w harmonii, gdy każdy pojmuje swój zawód, swój "urząd" jako służbę.
Z nielicznych dokumentów o Boehmem jako o mieszczaninie można się dowiedzieć, że on i jego żona starali się utrzymać jako wędrowni kupcy. Dnia 9 października Katarzyna Boehme jest wzywana wraz z siedemnastoma dalszymi mieszkankami Zgorzelca przez Radę z powodu uprawiania nielegalnego handlu przędzą, ale z powodu małej szkodliwości czynu zwolniona bez kaucji. Natomiast, gdy samego Boehmego trafia już 22 października to samo oskarżenie, musi on zapłacić 10 talarów kary.
Wybuch wojny utrudnia poważnie podróże handlowe Boehmego. W r. 1619 jest on świadkiem wjazdu kalwińskiego "króla zimowego", elektora Palatynatu Fryderyka V do Pragi. Najwidoczniej przyłączył się był do delegacji górnołużyckich stanów szlacheckich, która wówczas przebywała w Pradze. Pod koniec tegoż roku kościelne i świeckie władze Górnych Łużyc zostały zmuszone do uznania nowego króla. W wyniku bitwy pod Białą Górą 8 października 1620 zakończyła się kalwińska władza w Czechach. Armia Fryderyka z Palatynatu wycofała się na Śląsk i wschodnie tereny Górnych Łużyc. Zajęty został przez nią także Zgorzelec. Tymczasem książę elektor saski Jan Jerzy I stanął po stronie cesarza Ferdynanda II i otrzymał zadanie wytrzebienia "kalwinizmu" na Śląsku i Górnych Łużycach. Po kanonadzie bierze szturmem twierdzę i miasto Budziszyn. Boehme opisuje ówczesną sytuację wojenną bardzo plastycznie.
Pod naciskiem wydarzeń Boehme nie czuł się dłużej skrępowany przez zakaz pisania. Dzieło za dziełem wychodzi spod jego pióra. Naturalnie musiał żywić nadzieję na wydanie ich drukiem. Wypowiedział się na ten temat z zastrzeżeniem w liście z 8 czerwca 1621. W jednym z kolejnych listów, 27 grudnia 1623 pisze, że jego "książeczka o prawdziwej pokucie i prawdziwym pokoju" w najbliższych dniach wyjdzie z drukarni. Później stała się ona, rozszerzona o kilka następnych pism, i zatytułowana "Droga do Chrystusa" najczęściej czytaną książką budującą w Niemczech aż po XVIII wiek. Druk spowodował legnicki starosta Hans Zygmunt von Schweinichen. U niego przebywał Boehme od 13 lutego aż do połowy marca 1624 r., podczas gdy Gregor Richter szykował się do kolejnego ciosu w autora. Przekonał swojego kolegę po fachu Frisiusa z Legnicy, aby wnieść skargę do rady Zgorzelca, że mieszkaniec tego miasta zatruwa mu parafię. Skargi osoby obcej przeciw mieszczaninowi zgorzeleckiemu rada miejska nie mogła zlekceważyć. Dwudziestego szóstego marca wezwano Jakuba Boehme przed Radę. Zadano mu dwa pytania: Czy jest autorem zaskarżonego dzieła i kto spowodował druk. Na pierwsze pytanie Boehme odpowiedział otwarcie twierdząco. Co do drugiego stwierdził, że druk spowodował ktoś ze szlachty śląskiej.
Panowie rajcy nie znaleźli w publikacji obraźliwych miejsc. Pytania o przekroczenie zakazu wcale nie postawiono, jako że nie istniał taki zakaz ze strony Rady, a kościelny nie należał do jej kompetencji. Aby uniknąć rozniesienia się sporu, rajcy poradzili Boehmemu, aby udał się na jakiś czas do swych śląskich przyjaciół, nie nakazali jednak wydalenia go z miasta. Jednak zamierzano ostatnie słowo pozostawić księciu elektorowi, w którego posiadaniu jako zastaw Górne Łużyce już od roku się znajdowały. Ale już 30 marca Rada zadecydowała zaniechać informowania księcia. Zagroziłoby to wewnętrznemu spokojowi miasta. Gregor Richter już 7 marca dał upust swojej złości na "szewca" w łacińskiej satyrze. Oburzony łagodnym przebiegiem przesłuchania przed radą miejską dodał Richter do swojego "Judicium" dwie dalsze części , a których daje Radzie do zrozumienia swoje poglądy, wywodząc: "Biada miastu, w którym wolno bezkarnie rozsiewać takie bluźnierstwa..." Rada nie zezwoliła Boehmemu na przedłożenie pisemnej obrony, nie poświęciła także większej uwagi Richterowskiemu "Judicium". Z pomocą przyjaciół napisał Boehme swoje "Usprawiedliwienie przed radą zgorzelecką" z datą 3 kwietnia. Z naczelnym proboszczem policzył się w swojej "Obronie" z 10 kwietnia.
Według 50 listu Boehmego miał on już 5 marca 1624 wiadomość, że ma się zameldować na elektorskim dworze książęcym na rozmowy z wysokimi osobistościami. Ponieważ przebywał wówczas u Hansa Zygmunta von Schweinichen, należy przypuszczać, że dolnośląska szlachta prowadziła z saksońskim elektorem pertraktacje, które miały uchronić Śląsk od saskiej okupacji, bo po rozwiązaniu armii "króla zimowego" nie było już do tego podstaw. Dla szlachty neutralność Śląska była ważniejsza niż wyjście z czeskiego związku lennego. Przede wszystkim obawiała się ona stracić swoje wolności religijne. Z drugiej strony Gregor Richter i niejeden inny proboszcz na Górnych Łużycach dążył do przyłączenia do luterańskiego głównego konsystorza w Dreźnie jako właściwej instytucji zwierzchniej Saksonii.
W kontekście tej problematyki należy też widzieć pobyt Boehmego w Dreźnie od połowy maja do połowy czerwca 1624 r. Sam Boehme widział siebie jako reformatora Reformacji luterańskiej. Zakwaterowany był u nadwornego alchemika i lekarza elektorskiego Benedykta Hinckelmanna. Z listów Boehmego z Drezna do jego zgorzeleckiego przyjaciela, lekarza Tobiasza Kobera, wiemy o tej podróży więcej niż o jakiejkolwiek innej.
Nadzieje Boehmego skierowane były ku osobie księcia elektora, od którego oczekiwał generalnej reformacji. Potwierdzenie tych swijej nadziei widział w propozycjach drezdeńskiego rynku książkowego. Należy pamiętać, że książka Jana Arndta "O prawdziwym chrześcijaństwie" ukazywała się drukiem od 1604, a pisma Walentyna Weigla od 1609r. Obie te książki Boehme znał i wykorzystywał. W Dreźnie schlebiały mu wizyty wysokich urzędników, nadwornego kaznodziei i prezesa głównego konsystorza, zwłaszcza że ci panowie zajmowali się jego kontrowersyjną książeczką, jednak nie dlatego, że ją "kochali" - jak twierdził, ale dlatego, że ją sprawdzali.
Apogeum pobytu Boehmego w Dreźnie stanowił wyjazd z ministrem saskim i cesarskim rajcą Joachimem von Loss do zamku w Pillnitz. Ale nie spełniły się nadzieje na spotkanie z księciem elektorem. ponieważ sprawdzający nie znaleźli w jego pismach nic niechrześcijańskiego, pozostawiono Boehmego samego z jego nadziejami. W domu swego gospodarza Hinckelmanna napisał on swój "Modlitewnik na wszystkie dni tygodnia". Kiedy nie wiedziano już co z nim robić dalej, odesłano go do Zgorzelca. Tu rozpoczął pisać swoje ostatnie, nie ukończone pismo "Kontemplacja boskiego objawienia".
W sierpniu 1624 zmarł jego przeciwnik Gregor Richter. Boehme i jego żona nie odczule jednak z tego powodu żadnej ulgi w swoim ciężkim położeniu. Musieli zarabiać na chleb jako wędrowni kupcy. Jesienią wyruszył Boehme w swoją ostatnią podróż na Śląsk. Ciężko chory wrócił w drugiej połowie listopada. Tobiasz Kober i dwaj inni przyjaciele opiekowali się nim. Piętnastego listopada Kober wzywa kaznodzieję Eliasza Dietricha, aby umierającemu udzielił ostatnich sakrementów. Z tego, jak się miało niedługo okazać, wynikł ostatni egzamin z wiary.
Jakub Boehme zmarł w nocy z 16 na 17 listopada 1624. Byli przy nim poza wymienionymi już osobami jago żona i synowie Tobiasz i Eliasz. Przed śmiercią przykazał Tobiaszowi, aby oddał wszystkie pozostałe jeszcze w domu jego pisma Michałowi Enderowi von Sercha. Rankiem 17 listopada pisze Katarzyna Boehme, że jej mąż zmarł "wczorajszego dnia", czyli 16 listopada. Tę wiadomość otrzymała rada miejska Zgorzelca 17 listopada. Przyjaciel dr Kober spisał tymczasem znane sobie daty z życia Boehmego i wyznaczył jeden cytat z Apokalipsy św. Jana na pogrzeb. Jednak poproszony przez niego naczelny proboszcz Mikołaj Thomas - jako następca Gregora Richtera - w ostrych słowach odmówił Boehmemu chrześcijańskiego pogrzebu. Obecny w Zgorzelcu przypadkiem namiestnik rozkazał radzie miejskiej wbrew wszelkim zastrzeżeniom prawników i duchownych urządzić Boehmemu chrześcijański pogrzeb w należnej formie. Rada poleciła więc kaznodziei Eliaszowi Dietrichowi, aby wygłosił kazanie, a wszystkim duchownym, aby towarzyszyli trumnie. Znów więc magistrat wstawił się za swym teraz już zmarłym obywatelem Jakubem Boehme.
Ponieważ przymuszony kaznodzieja czuł, że postępuje niezgodnie z wolą Przełożonego naczelnego proboszcza, wymógł na Radzie pisemne polecenie. Wszyscy pozostali duchowni towarzyszący trumnie odwrócili się jeszcze przed wejściem do kościoła św. Mikołaja (zgorzeleckiego kościoła pogrzebowego) od wszelkich czynności liturgicznych. Eliasz Dietrzich na początku swojego kazania życzył sobie raczej być o 20 mil stąd, niż wykonywać na rozkaz rajców tę czynność sakralną. Tekst kazania ułożył nie według życzenia Kobera, a jako przestrogę dla obecnych. Krzyż ufundowany przez przyjaciół Boehmego został po pogrzebie zabrany i zniszczony.
Ujawnił się głęboki podział między Radą a duchowieństwem Zgorzelca. Jeszcze 10 grudnia 1624 r. Rada zabroniła duchownym potępiać Boehmego w kazaniach a przyjaciołom - czcić jego pamięć w szczególny sposób. Następujące teraz milczenie na temat Boehmego i jego pism odpowiadało obawom istniejącym na styku władzy świeckiej i duchownej. Milczenie intelektualnej i literackiej opinii publicznej było efektem wyniszczającej Niemcy wojny, rozpoczętej lekkomyślnie o sprawy wiary.
Pisma Boehmego przedostały się z czasem do neutralnej i wolnej Holandii, gdzie w 1631 r. rozpoczęto druk pojedynczych pism Boehmego i to e języku niemieckim. Wkrótce pojawiły się holenderskie i angielskie tłumaczenia. Dzięki wypędzonemu z Niemiec pietyście Janowi jerzemu Gichtelowi powstało pierwsze niemieckie wydanie zbiorowe dzieł Jakuba Boehmego, w 1684 r. pierwsze holenderskie. Niemieckie powtórzono w rozszerzonej formie w 1715 i jeszcze 1730 r. Oryginalne manuskrypty Boehmego zostały utracone, najczęściej przez wielokrotny proces druku. Zachowały się czystopisy kopistów Boehmego. Odkryte zostały u jednego z wielbicieli Boehmego w Linzu nad Renem, dostały się jednak w 1936 r. w ręce nazistowskiego Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Podczas II wojny światowej zostały przewiezione przez Berlin do Wrocławia. Od jej zakończenia ta spuścizna Boehmego znajduje się w pieczy Działu Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Stamtąd mogliśmy ją wypożyczyć na specjalną wystawę w Goerlitz w r. 1974/1975, za co w tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować naszym polskim kolegom i przyjaciołom.
Goerlitz i Zgorzelec są jako powiernicy miejsc pamięci w równym stopniu spadkobiercami sławnego mieszkańca obu stron Nysy. Goerlitz strzeże grobu Jakuba Boehmego, Zgorzelec jego pierwszego domu. Oby to wspólne dziedzictwo pomogło stworzyć wspólną pamięć w łączności historycznej i współczesnej naszych miast.